Zapachy nie lubią mrozu

Zapachy nie lubią mrozu
Zimą zapachy często pokonują długą drogę w niskiej temperaturze. Chłód, który im towarzyszy, jest naturalny — jednak zanim kompozycja pokaże swoje prawdziwe oblicze, potrzebuje chwili w cieple. Niska temperatura spowalnia parowanie cząsteczek zapachowych, dlatego dopiero w cieple kompozycja ujawnia swój pełny charakter.
Świeżo odebrana, wychłodzona butelka może pachnieć inaczej niż oczekujesz. Nuty bywają przytłumione, projekcja delikatniejsza, a rozwój zapachu na skórze inny niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. To nie wada zapachu — to naturalna reakcja składników na chłód.
Wychłodzenie wpływa również na mechanizm sprayu. Elementy atomizera w niskiej temperaturze stają się sztywniejsze, dlatego krótka chwila w temperaturze pokojowej pozwala mu wrócić do optymalnego działania.
Dotyczy to także zapachów bezalkoholowych i olejków perfumowanych. Zawarte w nich oleje są szczególnie wrażliwe na niską temperaturę — mogą gęstnieć lub chwilowo zmieniać konsystencję. Po ogrzaniu wracają do swojej naturalnej formy i pełni aromatu.
Dlatego po przyniesieniu zapachu z zimna warto:
odstawić go na kilka godzin a nawet dobę, w zależności od stopnia wychłodzenia,
pozwolić mu spokojnie osiągnąć temperaturę otoczenia,
dopiero wtedy użyć i ocenić jego brzmienie na skórze.
Zapach odwdzięcza się cierpliwością.
Ciepło wydobywa z niego to, co najpiękniejsze.
Karina Kochalska
