Candy From Strangers – historia spotkania z nieznajomym

Candy From Strangers – historia, która zaczęła się od nieznajomego
Niektóre spotkania pojawiają się w naszym życiu bez zapowiedzi.
Nie planujemy ich. Nie szukamy. Nie oczekujemy.
A jednak zostają z nami na lata.
Był wieczór po deszczu. Jeden z tych, kiedy miasto wydaje się spokojniejsze niż zwykle, a światła odbijające się w mokrym bruku zamieniają zwykłą ulicę w scenografię filmu, którego jeszcze nie znamy.
Usiadłam przy małym stoliku przed kawiarnią. Powietrze było chłodne, ale przyjemne. Pachniało świeżością wieczoru i cytrusami. Jakby ktoś chwilę wcześniej obrał zieloną mandarynkę i zostawił na stole skórkę bergamotki, która wciąż oddawała swój aromat.
Obok leżał cukierek zawinięty w złoty papierek.
Nie wiem, kto go zostawił.
Nie wiem nawet, czy był przeznaczony dla mnie.
Pamiętam za to człowieka siedzącego kilka stolików dalej.
Nieznajomego.
Od czasu do czasu nasze spojrzenia spotykały się ponad filiżankami kawy i szumem miasta. Nic szczególnego. A może właśnie wszystko.
Rozmowa zaczęła się przypadkiem.
Kilka prostych zdań.
Kilka pytań.
Kilka odpowiedzi.
I nagle okazało się, że czas płynie inaczej.
Atmosfera stawała się coraz bardziej miękka, jak aksamitny płatek fiołka. W słowach pojawiała się elegancja przypominająca pudrowy irys. Gdzieś pomiędzy nimi ukrywała się słodycz malin – subtelna, delikatna i nieoczywista.
Nie była to słodycz cukierni.
Bardziej wspomnienie czegoś przyjemnego.
Czegoś, co trudno zatrzymać.
Wieczór powoli przechodził w noc.
Miasto uspokajało się, a rozmowa nabierała głębi. W powietrzu pojawiały się cieplejsze akordy. Karmelowa miękkość mieszała się z kremowym sandałowcem. Cedr dodawał historii charakteru, a paczula pozostawiała po sobie ślad, którego nie sposób było zignorować.
Najbardziej pamiętam jednak bliskość.
Nie fizyczną.
Tę trudniejszą do opisania.
Moment, kiedy obca osoba przestaje być całkowicie obca.
Kiedy między dwojgiem ludzi pojawia się niewidzialna nić porozumienia.
Pożegnaliśmy się późno.
Bez obietnic.
Bez planów.
Bez pewności, czy kiedykolwiek jeszcze się spotkamy.
Na stoliku został tylko pusty złoty papierek.
Do dziś nie wiem, czy cukierek był przeznaczony dla mnie.
Wiem natomiast, że niektóre spotkania żyją w pamięci znacznie dłużej niż osoby, które je stworzyły.
I właśnie dlatego Candy From Strangers Franceski Bianchi nie jest zwykłym gourmandowym zapachem.
To opowieść o ciekawości.
O przyciąganiu.
O chwilach, które pojawiają się niespodziewanie i pozostają z nami na długo.
Takich, które zaczynają się od nieznajomego.
I kończą wspomnieniem.
